Rozpoczęcie minęło fajnie, pomimo podłej pogody, mrozu, wiatru i niewyspania, maskowanego odrobiną standardowej przy tej okazji adrenalinki, która spłynęła ze mnie wraz z pierwszym zaburczeniem w brzuchu, inaugurującym koniec części artystycznej rozpoczęcia. Tak, kocham Chopina słuchać i grać, ale Jezu Chryste, nie o tej porze, nie przy tej pogodzie, nie w takim stanie.
A potem pizza w Blues Cafe. Długo oczekiwana, bo przez godzinę (ave nieudolna obsługo), ale w bardzo dobrym towarzystwie dobrych znajomych. I tych od dawna, i tych poznanych dopiero w liceum.
A po krótkim zgonie na ukochanym łóżku, wypad w plener. Pełen chillout, Molu i Szaman, parę procentów na dobry początek a na końcu deszcz i... Godzinne pogaduchy w sklepie. I deszcz ponownie.
Czas wrócić do "Potopu". Jeżeli ukochana pani S. postanowi na drugim polskim potraktować nas kartkóweczką, to lepiej nie wystartować z jakąś wystrzałową oceną i chociaż jakkolwiek pokazać cokolwiek.
Chyba będzie dobrze
Byle wytrwać ten początek.
Przeczytać Potop.
Ogarnąć sprawdzian.
Wkręcić się w rytm, z którego wybiję się dopiero za 10 miesięcy.
A po drodze jeszcze dwa cudowne koncerty.
Jeden na poważnie, jesienny, melancholijny, drugi z jajami, ostatni raz jako Lady zGaGa.
Tak, będzie dobrze









--
COMMISSIONS OPEN!
--
"A wiecie, co jest najgorsze? Że życie bywa takie zabawne. Czasem tak zabawne, że człowiek boki zrywa ze śmiechu, choć wszystko wokół niego rozpada się w pył."
--
"I tak jak obłęd, w wyższym tego słowa znaczeniu, jest początkiem wszelkiej mądrości, tak schizofrenia jest początkiem wszelkiej sztuki, wszelakiej fantazji."